„Kochać to niszczyć, a być kochanym to znaczy zostać zniszczonym...”.
W 2007 roku
do zagranicznych księgarni trafiła
powieść 34-letniej pisarki Cassandry
Clare pod tytułem „City of Bones”/„Miasto Kości”. Szybko okazuję się, że książka to prawdziwy bestseller, a świat Nocnych Łowców pokochały tysiące ludzi
- zarówno tych młodych jak i starszych. Zaledwie rok po wydaniu pierwszej części ukazuję się jej kontynuacja pd tytułem „City of Ashes”/„Miasto Popiołu”. Podobnie jak
w przypadku pierwszego tomu, książka robi ogromną furorę. Do 2014 roku
Cassandra Clare wydała 6 książek
opisujących perypetie i przygody Nocnych
Łowców. Cała seria nosi nazwę „The Mortal Instruments”/„Dary Anioła”.
Dary Anioła doczekały się dwóch
ekranizacji. Pierwszą z nich jest film z 2013 roku, który nosi tytuł „Dary Anioła: Miasto Kości”. Jak łatwo się domyślić, jest to adaptacja pierwszego tomu o Nephilim.
Niestety mimo czarującej Lilly Collins wcielającej się w rolę Clary oraz niezaprzeczalnie, NIESAMOWITEGO Jamie Campbell Bowera w roli Jace’a, film
okazał się totalną porażką. Niepowodzenie Miasta Kości
spowodowało, że nie podjęto próby wyreżyserowania dalszych części filmu. W 2015 roku stacja Freeform (dawniej ABC Family) podjęła decyzję o zamówieniu pierwszego
sezonu serialu „Shadowhunters” – opierającego się na książkach Cassandry Clare.
Informacja ta była dla fanów niczym miód
na złamane niepowodzeniem filmu serca. Pozostaje jedno ważne pytanie - Czy widzowie pokochają serial tak
bardzo jak film?
WRAŻENIA PO PIERWSZYM ODCINKU
Pierwszy sezon Shadowhunters już za nami. Przyznam szczerze, że na początku
oglądanie tego czegoś bolało. Na
szczęście kolejne odcinki udowodniły, że nie jest aż tak źle jak się
zapowiadało. Oczywiście poziom serialu
nie wzrósł jakoś niesamowicie, ale stał
się na tyle dobry by móc go spokojnie oglądać. Pomimo tego, że produkcja nie zachwyca, a dwie
główne postacie ( w moim odczuciu ) można porównać z drewnem w ubraniu, uważam, że serial warto
zobaczyć i nie zniechęcać się od razu.
PS. Oglądam to tylko i wyłącznie dla
Maleca ♥ ♥ ♥
Pilotowy odcinek Shadowhunters zaczyna
się świetną sceną, w której nasi młodzi Lightwoodowie śledzą zmiennokształtnego
demona. Wysoki poziom, super dobrana
ścieżka dźwiękowa – po prostu cud, miód i malina. Niestety zachwyt nie trwał
długo. Stopniowo odcinek zaczynał mnie irytować coraz bardziej i tylko
niektóre momenty sprawiały, że złość malała. Zacznijmy od sceny, w której widz
poznaje Luke’a. Osobiście nie mam nic do tego, że gra go czarnoskóry Isaiah
Mustafa - te kwestię spokojnie mogę pominąć i przejść do następnej. Luke
Garroway policjantem. Na litość Boską,
dlaczego? Dlaczego, ktoś wpadł na tak durny pomysł? Nie wiem jak u was, ale w
mojej głowie Luke to miły, sympatyczny pan, który prowadzi niewielką, prawie
zapomnianą księgarnie, a przechadzając się ulicami Nowego Jorku śle do każdego
napotkanego człowieka, życzliwy uśmiech. Niestety serialowy Luke mocno odbiega od mojej wizji. Dodam, że
przez cały odcinek irytowały mnie jego
wypowiedzi: Krótkie, z dziwnym „gangsterskim” akcentem i często niestety
bezsensu. Kolejną ważną zmianą, jest
zrobienie z Dot młodej i całkiem gorącej czarownicy ( Jeśli odmienia się to
inaczej, to przepraszam ). Zmiana ta nie wstrząsnęła mną tak bardzo, jak ta
wspomniana wyżej, ale jednak też nie zachwyciła. Wydaje mi się, że sam pomysł
odmłodzenia Dot jest znośny i można go przetrawić, natomiast robienie z niej i Clary
dobrych znajomych to już jednak trochę za
dużo.
Przejdźmy do pierwszego spotkania Clace - Dla niewtajemniczonych pierwsze spotkanie Clary i Jace’a. Cała scena rozgrywa się pod klubem
Pandemonium. Clary spędza czas z Simonem oraz Maureen, celebrując swoje
urodziny, gdy nagle wpada na nią tajemniczy blondyn. Ogólnie to wszystko byłoby okej ( no dobra
poza denerwującą mimiką twarzy Clary ), gdyby nie jeden mały szczegół, a nawet szczególik. Umówmy się – Gdy spotykasz dziewczynę, która jako jedyna sposród całego tłumu może cię zobaczyć - nie
uciekasz. Nawet gdy woła cię rodzeństwo. A teraz
najważniejsze – Clary Fray. Nie jestem w
stanie patrzeć na to co Katherine McNamara zrobiła w tym odcinku ze swoją postacią. Jej mimika twarzy i gesty
denerwowały mnie odkąd tylko pojawiła się na ekranie. Dodatkowo jej gra
aktorska kulała, a okazywanie najprostszych emocji takich jak strach czy przerażenie
stanowczo ją przerosły. Nie spodobała mi
się również, pewność siebie jaką okazywała Clary. Wydawać by się
mogło, że gdy trafiasz w obce miejsce, widzisz nieznajomych ludzi, którzy na dodatek zabijają demony, a przed chwilą ktoś porwał twoją matkę to czujesz się zakłopotany i przerażony.
Nic bardziej mylnego. Oczywiście odcinek
to nie tylko złe sceny. Buzia cieszyła
mi się za każdym razem gdy na ekranie pojawiało się cudowne rodzeństwo
Lightwoodów. Ich dialogi były naprawdę zabawne, a relacje rodzinne pokazane tak
jak sobie to wyobrażałam czytając książki. Dodatkowo Alberto jako Simon spisał się naprawdę
świetnie. Aktor nie tylko odegrał swoją
rolę bezbłędnie, ale również sprawił, że książkowy Simon ożył. Dużym plusem okazało się podkreślenie relacji Alec - Clary. Tak jak w książce tak i w serialu obydwoje nie polubili się za bardzo. W odcinku pojawia się też Magnus, jednak jest go tyle co kot napłakać i ciężko napisać o nim coś sensownego.
Podsumowując pierwszy odcinek - Zaczął
się naprawdę genialnie, jednak pewne zmiany i nie zawsze satysfakcjonująca gra
aktorska go popsuły. Pomijając to co raniło moje serce, produkcja może
pochwalić się idealnie dobraną ścieżką dźwiękową i bezbłędnym Simonem, a także
świetnym rodzeństwem Lightwoodów. Wspomnę jeszcze, że scenografia jest naprawdę
piękna i ktoś kto nad tym pracował,
wykonał naprawdę dobrą robotę. Całość była bardziej zła niż dobra, jednak te kilka scen i elementów sprawiają, że warto przebrnąć przez ten odcinek.
OCENA GRY AKTORSKIEJ W PIERWSZYM ODCINKU
Mam nadzieję, że post się podobał i, że z chęcią przeczytacie wrażenia po drugim odcinku. Przepraszam za rozmieszczenie tekstu, szablon nie pozwala mi go zmienić :c
XoXo


Brak komentarzy :
Prześlij komentarz